Dołącz do czytelników
Brak wyników

Tematu numeru

4 lipca 2018

NR 8 (Kwiecień 2017)

Rozmowa z kierownikiem Kliniki Ortopedii, Ortopedii i Traumatologii Dziecięcej CMKP – prof. dr. hab. n. med. Jarosławem Czubakiem

520

Praca ortopedy jest bardzo specyficzna w porównaniu z pracą innych lekarzy. Lekarze ortopedzi mają dużo większą satysfakcję z wykonywania swojej pracy, ponieważ w większości zajmują się pacjentami, którzy są zdrowi. To zdrowi chorzy, którzy mają różnego rodzaju deformacje albo dysfunkcje. Oczywiście są również pacjenci, którzy są chorzy, ale w ortopedii chorych jest mniej niż w innych specjalnościach.

Panie Profesorze w styczniu br. wystąpił Pan podczas 25 Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Był to element przedsięwzięcia dotyczącego programu leczenia wad ubytkowych i wydłużania kończyn. Program był już wprowadzony przez Ministerstwo Zdrowia pod koniec lat 80. i finansowany przez ok. 10 lat. Do Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy dotarła informacja na temat dużego zapotrzebowania społecznego w tym zakresie. Koszty społeczne w postaci finansowania tych procedur z budżetu Ministerstwa Zdrowia dla niewielkiej liczby pacjentów za granicą są niewspółmierne do rzeczywistych kosztów. Jednocześnie te osoby nie są do końca uprawnione, gdyż jest to grupa nieuzasadnionych uprzywilejowanych chorych, którzy w rzeczywistości w większości mogliby być leczeni w Polsce. Dlatego też powstała inicjatywa, aby dodatkowo nas wesprzeć. Zajmujemy się tym od lat i nabraliśmy dużego doświadczenia. Ośrodki, takie jak np. Klinika Ortopedii Dziecięcej w Poznaniu, mają ogromne doświadczenie w tej dziedzinie. Są trochę gorzej wyposażone w sprzęt, jednak to się zmienia. Narodowy Fundusz Zdrowia umożliwił stworzenie sposobu rozliczania czy finansowania leczenia rekonstrukcyjnego, tak aby pokryć w pełni koszty związane nie tylko z samymi operacjami, ale również z wyposażaniem chorych w stabilizatory zewnętrzne, które są wspomagane komputerowo, czyli tzw. ramy Taylora albo stabilizatory – również wspomagane komputerowo.

POLECAMY

Jak się Pan czuje, pełniąc w funkcę konsultanta krajowego?

Uczę się, bo oczywiście człowiek nie rodzi się konsultantem. Na studiach medycznych też nie ma takiego przedmiotu. Korzystam z doświadczenia poprzedniego konsultanta, z którym mam znakomity kontakt. Na samym początku było to dla mnie niezwykle istotne, aby się wdrożyć i nie popełnić błędów. Korzystam również z pomocy prawników. Mam wsparcie w postaci grupy kolegów, którzy również są zainteresowani poprawianiem funkcjonowania naszej specjalizacji, czyli ortopedii i traumatologii narządu ruchu. Wspólnie próbujemy stworzyć takie warunki, aby dojść do optymalizacji leczenia w zakresie nie tylko pomocy pacjentom, a to jest najważniejsze, ale również niedopuszczenia do problemów ekonomicznych w naszej dziedzinie. W tym czasie udało nam się nawiązać właściwe relacje z Ministerstwem Zdrowia, Ministrem Zdrowia, wiceministrami oraz zarządzającymi Narodowym Funduszem Zdrowia, którzy rozumiejąc naszą sytuację, starają się nam pomóc w zakresie obecnego budżetu oraz zmiany taryfikacji, która nastąpiła.

Docierają do nas informacje, że wycena procedur spadła.

Wycena spadła o ok. 30% i jest to bardzo duża obniżka. Jest to związane ze zmianą finansowania całego sektora opieki zdrowotnej. Od 2018 r. instytucje, które świadczą usługi medyczne, będą finansowane z budżetu. Powstaną wydziały wojewódzkie, które dysponując budżetem, podzielą pieniądze pomiędzy świadczeniodawców. Powstanie również centrala odpowiedzialna za cały budżet. Będzie to wyglądało trochę inaczej niż teraz. Wciąż nie znamy jeszcze wszystkich szczegółów, ale w tym roku chcielibyśmy jak najlepiej przygotować się do nowych warunków. Staramy się przygotowywać aktywnie, nie biernie, m.in. uświadamiamy, w jaki sposób funkcjonujemy dla dobra chorego.

Jest Pan również prezydentem elektem Europejskiego Towarzystwa Ortopedii Dziecięcej.

Jest to bardzo duże wyzwanie, ponieważ funkcjonowanie w europejskiej instytucji jest związane z tym, czym jest Europa, czyli relacjami między osobami, które się bardzo od siebie różnią. Jest to ważne, ponieważ z tej różnorodności wynika wartość dodana oraz bogactwo.

Jednak wymaga to dość długiej debaty nad różnymi problemami. Należy każdego wysłuchać i docenić, a zarazem zrozumieć to, że ludzie mają prawo różnić się między sobą. Gdy zaakceptuje się tę różnorodność, to łatwiej jest funkcjonować w Europie oraz zarządzać.

Zarządzanie w Europie jest sztuką kompromisów. Jest to niezwykle wrażliwa struktura polityczno-ekonomiczna. Ja jestem zwolennikiem obecnej Europy. Pomimo wad w dużej grupie państw i narodów łatwiej jest funkcjonować niż w pojedynkę. 

Stanowisko prezydenta Towarzystwa jest przywilejem, ale również obowiązkiem. Każdy prezydent chce wprowadzić jakąś zmianę. Czas prezydencji trwa trzy lata oraz jeden rok po zakończeniu. Będę się starał oddziaływać na środowisko europejskie, a zarazem wciągnąć w to nasze środowisko polskie. Środowisko ortopedii dziecięcej dobrze sobie radzi.

Jaki jest Pana pomysł na polską ortopedię w ciągu pięciu lat w skali europejskiej?

Mamy w planach wielowątkowe działanie. Na spotkaniu z konsultantami wojewódzkimi przedstawiłem kilka swoich pomysłów. Pod względem liczby operowanych w Polsce pacjentów, np. z chorobą zwyrodnieniową stawów kolanowych i biodrowych, jesteśmy na ostatnim miejscu w Europie. Aktualnie przygotowuję dla Ministerstwa Zdrowia metodę, w jaki sposób obliczyć liczbę potrzebnych ortopedów. 

Jesteśmy świadomi, że jest to również powiązane z finansowaniem, ale z drugiej strony większe nakłady finansowe nie oznaczają, że będzie więcej ortopedów. Liczba wykonywanych operacji musi się zwiększyć, natomiast musi się zmniejszyć kolejka pacjentów. Kolejki są bardzo długie, czas oczekiwania może wynosić nawet 400–700 dni. 

Myślę, że najłatwiej rozwiązać takie problemy dzięki programom krajowym. Bardzo dobrym przykładem jest problem artrogrypozy, który w Polsce został rozwiązany. Ośrodek w Krakowie kompleksowo przeprowadza pacjenta od diagnostyki, poprzez leczenie nieoperacyjne i operacyjne, rehabilitację i zaopatrzenie ortopedyczne. Wszystko to odbywa się w jednym miejscu, co powoduje, że pacjenci są zadowoleni, a zaufanie do zespołu rośnie. Ten przykład jest dla mnie wzorcem, a istnieje kilka problemów, które można rozwiązać właśnie w ten sposób. Jednym z nich jest problem chorych z deformacjami i brakami kończyn, wrodzonymi oraz nabytymi, który można rozwiązać, tworząc krajowy program. Taki program finansowany przez Ministerstwo Zdrowia w sposób optymalny wykorzysta środki, a chorzy będą leczeni w ośrodkach, które mają odpowiednie wyposażenie. To zbuduje bazę wyselekcjonowanych ośrodków, w których będą skoncentrowane finanse. Zachęcam wszystkich aktywnych ortopedów, aby zwracali się do mnie z wąskimi problemami, ponieważ chętnie pomogę i będę próbował znaleźć drogę do ich rozwiązania.

W jaki sposób zwiększyć liczbę rezydentur, aby ortopedów było więcej?

Dane z poszczególnych województw świadczą o tym, że w niektórych kolejki są większe. Może lekarzy jest za mało, może ośrodków jest za mało? Być może trzeba też zwiększyć ich potencjał. Według mnie polscy lekarze, również ortopedzi, są przeciążeni pracą. Tacy lekarze nie mają czasu na kształcenie się lub spotkania lekarskie. Myślę, że trzeba połączyć wysiłki towarzystwa ortopedycznego i krajowego konsultanta w tworzeniu spójnego sposobu funkcjonowania naszej dyscypliny, tak aby zmaksymalizować liczbę leczonych osób przy optymalnym wykorzystaniu sił lekarskich, nie przeciążając jednocześnie lekarzy nadmiarem pracy. Skutkuje to tym, że jest określone zapotrzebowanie na rezydentury. Nie ma idealnego sposobu, jak to wyliczyć, natomiast mam pośrednie dane, za pomocą których będę razem z konsultantami wojewódzkimi wybierał optymalną i zwiększoną liczbę rezydentur w tej dziedzinie.

Jednak na liczbę rezydentur przekłada się też egzamin specjalizacyjny, którego wyniki są raz gorsze, a raz lepsze.

Przygotowuję wstępny raport pokazujący, w jaki sposób lekarze z poszczególnych ośrodków zdają egzamin specjalizacyjny. Jakie są różnice geograficzne i czy trzeba zbadać jakość kształcenia ośrodków oraz jakość pracy opiekunów specjalizacji. Rola takich opiekunów jest niezwykle ważna, a zdarza się, że ci lekarze nie mają czasu na pomoc dla osób specjalizujących się. Zadania opiekunów specjalizacji zostały przedstawione na pierwszym zebraniu z konsultantami wojewódzkimi. Wszyscy konsultanci otrzymają w najbliższych dniach moją prezentację wraz z agendą.

Czasu na naukę rezydentów jest wystarczająco dużo, tylko nie należy podejmować pracy ponad siły. Czas rezydentury trwa sześć lat, więc jest bardzo długi. Można by zwiększyć wynagrodzenie lekarzy, tak aby nie było przymusu podejmowania dodatkowej pracy. Lekarz nie zostanie lekarzem, dopóki nie będzie pracował aktywnie i bardzo ciężko, jednak nie zachęcimy do tego lekarzy, gdy będziemy płacili mniej.

Natomiast podaż młodych lekarzy do specjalizacji powinna się zwiększyć, gdyż wystąpią wtedy większe szanse na konkurencyjność. Do najlepszych ośrodków będą aplikować osoby z ambicjami i te, które będą starały się jak najlepiej zrealizować program specjalizacji.

Studenci medycyny są to najczęściej jednostki wybitne, jednak powinny być również pracowite. Nad tą pracowitością należy popracować w okresie szkolenia. 

Po wdrożeniu systematyczne doskonalenie jest atrybutem pracy lekarskiej do końca życia.

Jakie to uczucie, kiedy kolejne dzieci wychodzą z Pana oddziału po udanych operacjach wydłużania kończyn?

Przez lata pracujemy na coś, bez czego nasz zawód nie jest możliwy do wykonywania, a mianowicie na zaufanie ludzi. Zaufanie pacjentów dorosłych, zaufanie rodziców dzieci jest kluczową sprawą, a na nie trzeba sobie zapracować. Praca ortopedy jest bardzo specyficzna, w porównaniu do pracy innych lekarzy. Lekarze ortopedzi mają dużo większą satysfakcję z wykonywania swojej pracy, dlatego że w większości zajmują się pacjentami, którzy są zdrowi. To zdrowi chorzy, którzy mają różnego rodzaju deformacje albo dysfunkcje.

Oczywiście są również pacjenci, którzy są chorzy, ale w ortopedii chorych jest mniej niż w innych specjalnościach. Tutaj podstawową sprawą jest odpowiedzialność za pracę. Aby zrealizować coś odpowiedzialnie, najpierw chorego musimy zakwalifikować do tego, aby był w szpitalu. Następnie w szpitalu analizujemy jego wcześniejszą sytuację i badamy go klinicznie. Na podstawie tego mamy wstępny plan i wstępne rozpoznanie, a po badaniach dodatkowych ustalamy właściwe rozpoznanie. Na końcu podejmujemy decyzję o leczeniu. Gdy podejmujemy tę decyzję, musimy pamiętać o tym, że w ortopedii najważniejszy jest plan. Gdy mamy plan, leczenie na pewno się uda albo przynajmniej wystąpi minimalne ryzyko powikłań. W ortopedii prawie wszystko można przewidzieć. 

Zna Pan liczbę dzieci, które miał Pan okazję leczyć?

Są to ogromne liczby. Dziś już jestem nie tylko ortopedą dziecięcym, ale również chirurgiem stawu biodrowego. Rozmawiałem z prof. Synderem o tym, że jesteśmy ostatnim pokoleniem, które miało do czynienia z dużą liczbą chorych z dysplazją stawu biodrowego. Dziś tych chorych jest już mniej. Z konieczności staliśmy się też ortopedami osób dorosłych, gdyż jest takie zapotrzebowanie i nasi pacjenci już urośli. Jesteśmy takim ogniwem przejściowym. Wkrótce ortopedzi będą się dzielić na tych, którzy zajmują się wyłącznie ortopedią dziecięcą i na tych, którzy zajmują się ortopedią dorosłych. Być może będzie kilku łączników pomiędzy tymi dwoma dziedzinami. Liczba dzieci jest ogromna. W poradni preluksacyjnej zdarzało mi się wykonać 100 badań ultrasonograficznych w ciągu jednego dnia. To jest 100 dzieci, czyli 200 stawów biodrowych. Pomagała przy tym oczywiście pielęgniarka, gdyż sam nie dałbym rady. 

Wiem, że jest Pan pasjonatem rowerów. Woli Pan rower szosowy czy MTB?

Jeden i drugi.

Startuje Pan w wyścigach rowerowych?

Zacząłem od wyścigów szosowych. Startowałem w wyścigach dla grupy, która nazywała się „Mastersi”, a tak naprawdę są to starsi kolarze. Nigdy nie odnosiłem szczególnych sukcesów, ponieważ koledzy z grupy, którzy zawsze traktowali mnie jak maskotkę, nie pozwolili oderwać się od peletonu. Ale ucieczek nie prowokowałem. Potem też startowałem w wyścigach MTB. Teraz już mam mniej czasu, ale co roku staram się uczestniczyć w Tour de Pologne dla amatorów w Bukowinie Tatrzańskiej. To jest świetny wyścig, liczna obsada i ciekawa trasa, którą znam już na pamięć.

Dokąd chciałby Pan pojechać rowerem na wycieczkę?

Chciałbym pojechać nad jezioro Garda – to mekka kolarstwa górskiego. Wysiłek jest kompensowany urokami krajobrazu, ciepłem, słońcem, wodą, czasami deszczem, ale sporadycznie. Jest to niesamowite miejsce. Nie wiem, czy w Europie jest cos lepszego. Jezioro Garda to miejsce, które trzeba polecić. 

Przypisy