Dołącz do czytelników
Brak wyników

Polska ortopedia na najwyższym poziomie

Artykuł | 22 lipca 2018 | NR 4
0 553

Z profesorem  Markiem Synderem, prezesem Polskiego Towarzystwa Ortopedycznego i Traumatologicznego, doradcą naukowym SICOT (Société Internationale de Chirurgie Orthopédique et de Traumatologie) i kierownikiem Kliniki Ortopedii dla Dorosłych Centralnego Szpitala Klinicznego UM w Łodzi, rozmawia Marcin Kondziela.

Aktualnie pełni Pan funkcję prezesa Polskiego Towarzystwa Ortopedycznego i Traumatologicznego i szefa katedry, jak godzi Pan te obowiązki z życiem rodzinnym?

POLECAMY

Praca zawodowa niestety często odbywa się kosztem rodziny. Zdarzają się sytuacje, kiedy trzeba dłużej zostać w pracy i dopilnować pacjentów. Poza tym obowiązki prezesa wymagają obecności na konkretnych wydarzeniach, imprezach ortopedycznych i to odbywa się kosztem rodziny. Na szczęście moje dzieci są już dorosłe. Syn jest na ostatnim roku medycyny, więc mam nadzieję, że zostanie moim następcą. 

Zaskakuje mnogość różnych organizacji ortopedycznych, których jest Pan członkiem i w których pełni Pan różne funkcje. Czy to ma wpływ na Pana codzienność? 

Jestem członkiem różnych stowarzyszeń naukowych na świecie i w Europie. Zadania i prace nie są tak bardzo obciążające, ponieważ spotkania odbywają się najczęściej na konferencjach i kongresach, na które i tak regularnie jeżdżę. Na szczęście nie odbywa się to kosztem dodatkowych wyrzeczeń, wyjazdów itd. Natomiast te wyjazdy bardzo dobrze procentują dla naszego środowiska, możemy promować naszą ortopedię za granicą. W ten sposób staram się promować naszych, szczególnie młodych, lekarzy. Dzięki takiej działalności m.in. prof. Czubak został prezesem Europejskiego Towarzystwa Ortopedii Dziecięcej. Mamy też swoich przedstawicieli w najważniejszych ośrodkach ortopedii światowej, np. prof. Bohatyrewicza w SICOT (Société Internationale de Chirurgie Orthopédique et de Traumatologie), prof. Romanowskiego i prof. Kaczmarczyka w EFORT (European Federation of National Associations of Orthopaedics and Traumatology). 

W związku z tym mamy stały kontakt z ortopedią światową. 

Jak Pana zdaniem polscy ortopedzi są postrzegani na świecie?

Nasi ortopedzi są postrzegani znakomicie. Muszę powiedzieć, że mamy świetną markę. Praca, którą wykonujemy w naszych klinikach na co dzień, tak naprawdę nie różni się od tego, co robimy na świecie. Wielu ludzi przyjeżdża do nas z całego świata i u nas chce się uczyć, czego przykładem jest np. Otwock. Przyjeżdżają tu ludzie z całego świata uczyć się różnego rodzaju osteotomii. Do nas (do Łodzi – przyp. red.) przyjeżdżają ludzie, by podpatrywać, jak wykonujemy zabiegi ortopedyczne zarówno u dzieci, jak i u dorosłych. Wiem też, że w innych ośrodkach, np. w Szczecinie i Poznaniu, pojawiają się rezydenci z innych krajów. Jest spore zainteresowanie lekarzy z Indii czy krajów Trzeciego Świata. Wszystko dzięki naszym kontaktom zagranicznym.

Chciałbym zadać Panu to samo pytanie, które zadawałem prof. Małdykowi, chodzi o sprawę rezydentów i egzaminy. Były takie lata, kiedy egzaminy nie wypadał dobrze. Czy Pan jako obecny prezes ma na to receptę?

Trudno znaleźć receptę na ten stan rzeczy. U nas w klinice wszyscy zdają egzaminy bardzo dobrze, w związku z tym, że przykładamy bardzo dużą uwagę, żeby szef specjalizacji dokładnie opiekował się rezydentem. Niestety, nie jest tak we wszystkich miejscowościach w Polsce. Często się spotykam z takimi sytuacjami, że szef specjalizacji spotyka swojego zdającego specjalizanta na egzaminie. To są karygodne przypadki i wtedy egzaminy wyglądają kiepsko. Mamy taką politykę w większości klinik, że kierownicy klinik bardzo dobrze opiekują się swoimi rezydentami, szkolą i przepytują. Dlatego też ci rezydenci, którzy podchodzą do egzaminu, a są wykształceni w klinikach, zdają go znacznie lepiej. Rozumiem, że w mniejszych ośrodkach, gdzie jest dużo dyżurów i mniejsza obsada, czasu na naukę jest mniej, ale to trzeba zdecydowanie zmienić. Taką niszą jest ortopedia dziecięca. Jestem egzaminatorem w każdej sesji i widzę, że ta część ortopedii wyjątkowo kuleje. Szkoda. Chcieliśmy to poprawić. Jako prezes PTO razem z Towarzystwem Ortopedii Dziecięcej robimy co roku Dni Ortopedii Dziecięcej. Zapraszani są rezydenci z całej Polski, żeby mogli się szkolić. To wydarzenie organizowane w Uniejowie zdobyło już taką renomę, że mamy coraz więcej uczestników z krajów Europy Wschodniej – Litwy, Łotwy, Rosji. To są ludzie, którzy w trakcie trzech dni biorą udział w spotkaniu przekrojowym przez całą ortopedię dziecięcą. Tematy przedstawiane są przez naprawdę dobrych specjalistów w danej dziedzinie. Dodatkowym atutem jest bezpośrednia interakcja pomiędzy uczestnikami a wykładowcami. Ponadto prowadzone są także warsztaty, gdzie na kościach lub modelach można robić zabiegi, więc jest to niezwykle atrakcyjna metoda szkolenia. Tym bardziej, że rezydenci nic nie płacą, zdobywamy dla nich sponsorów. To jest dla nich świetna sprawa.

Na początku czerwca opublikowano decyzję Trybunału Konstytucyjnego dotyczącą ujawnienia pytań egzaminu specjalizacyjnego. Jakie jest Pana zdanie na ten temat?

Uważam, że pytania powinny być jawne. Napisałem kilka tygodni temu pismo do szefa Centrum Egzaminów Medycznych. Do tej pory nie dostałem odpowiedzi, ale myślę, że powinni uszanować te pytania. Bank pytań powinien być ogólnie dostępny dla rezydentów. Zresztą tak jest w większości krajów świata. W Stanach Zjednoczonych i Europie ta pula pytań jest ogólnie dostępna i nie widzę w tym nic złego.

Jaką liczbę pytań widziałby Pan w tej puli?

To musiałoby być kilka tysięcy.

Czy pamięta Pan początek swojej kariery jako ortopedy? Pierwsze zabiegi? Było ciężko?

Nigdy nie myślałem, że będę ortopedą. Zawsze chciałem być chirurgiem. Przypadkowo poszedłem na ortopedię, bo tylko tam było wolne miejsce. Niestety, nie załapałem się na chirurgię i kolega mnie namówił. Oczywiście nie żałuję tej decyzji.

Moja pierwsza praca była związana głównie z ortopedią dziecięcą. Przez wiele lat zajmowałem się tym obszarem i wykonywałem z tego zakresu pierwsze zabiegi. Potem przyszedł czas na ortopedię dorosłych. W naszym kraju zdarza się dość rzadko, by ortopeda operował zarówno dzieci, jak i dorosłych.

Jaki jest Pana zdaniem największy sukces polskiej ortopedii na przestrzeni ostatnich pięciu lat?

Poczyniliśmy ogromny postęp w ortopedii dziecięcej. Tu możemy pochwalić się znakomitymi osiągnięciami na arenie światowej. Świadczy o tym fakt, że wiele naszych referatów, które prezentujemy na zjazdach ortopedii dziecięcej, jest bardzo dobrze przyjmowanych. Ortopedzi z chęcią słuchają i wdają się w dyskusje dotyczące ortopedii dziecięcej. Widzę też olbrzymi postęp w zakresie chirurgii ręki. Profesor Romanowski (prezes elekt – przyp. red.) 
i prof. Mazurek robią znakomitą pracę na rzecz naszej ortopedii. Ogromny postęp dokonał się także w onkologii narządu ruchu – prof. Bohatyrewicz i prof. Kotrych prężnie działają w tym obszarze. Są to główne dziedziny, gdzie ten postęp już widać. Oczywiście podążamy także za najnowocześniejszymi metodami leczenia urazów. Jeżeli spojrzymy na urazy, jak je teraz leczymy, jak zaopatrujemy, i porównamy, jak było kilka lat temu, to jest ogromny krok w przód i nie odbiegamy od innych krajów świata. 

Prowadzone są prace dotyczące wyceny świadczeń. Co Pan sądzi o słyszanych w kuluarach kwotach? Podobno nie są zbyt optymistyczne dla ortopedii.

Te kwoty są bardzo źle oceniane. Obawiam się wręcz, że znaczna część tych procedur będzie poniżej kosztów, które będą musiały ponosić szpitale. Plus jest taki, że ortopedia dziecięca dostała współczynnik 1,2, czyli o 20% te procedury będą lepiej płatne. I tutaj jest plus. Natomiast procedury urazowe zawsze były deficytowe. Podejrzewam więc, że takie zostaną. A przy takiej drastycznej obniżce wycen endoprotezoplastyk można się spodziewać załamania w tej dziedzinie. Najgorszy problem jest taki, że nas się po prostu nie słucha i nie bierze pod uwagę naszych uwag. 

Do opinii publicznej coraz częściej docierają informacje na temat różnych pionierskich operacji, jak superhip/superknee czy wymiany połowy miednicy. Są to naprawdę milowe kroki dla polskiej ortopedii.

Chcemy ograniczyć liczbę dzieci, które wysyłamy do Stanów Zjednoczonych. Potrafimy robić te zabiegi też w Polsce i chcemy je robić dalej. Słyszę, że takim najważniejszym elementem jest fakt, że bardzo wielu młodych ludzi robi kolejne stopnie naukowe, chcą się uczyć, inwestować w siebie i polską ortopedię. W tym wszystkim widzę przyszłość naszej ortopedii. Doktoranci lub lekarze po doktoracie wspinają się na kolejne ścieżki kariery i rozwoju. Trzeba to pochwalać i pomagać im w rozwoju, bo to od nich zależy, jak będzie wyglądać polska ortopedia.

Przypisy